Boso po ściernisku czyli Jan Svěrák z dużą pomocą ojca

1

Boso po ściernisku to film na który sporo się musiałem naczekać, a czas ten wypełniało mi pompowanie oczekiwań, co dla filmu może być groźne, choć też marka Zdenka i Jana Svěráka nie pozwalały inaczej. Dla wzmianki od czasu 1991 roku i pierwszego wspólnego obrazu ojca i syna Svěraków, co nastąpiło w trzy lata po ukończeniu przez tego ostatniego Praskiej Filmówki mieli wspólnie dziewięć filmów, z czego tylko w dwóch Jan Svěrák mierzył się zarówno z reżyserką, jak i scenariuszem sam.

Tu za podstawę scenariusza posłużyła książka taty, a Jan Svěrák nie dość, że reżyser i scenarzysta, to jeszcze miał plany podjąć się z roli ojca głównego bohatera, Edy Součka.  Szczęśliwie jednak dla filmu rola ta przypadła Ondřejovi Vetchymu.

Boso po ściernisku jest na wskroś symboliczne, bo kończy pewną wspaniałą serię 4 obrazów inspirowanych życiem Zdeňka Svěráka (Szkoła Podstawowa, Kola, Butelki Zwrotne i właśnie Boso po ściernisku), z których Kola zdobyła Oskara, a każdy bez wyjątku był artystycznym i komercyjnym sukcesem.

Symbolicznie też spina całą czwórkę chronologicznie opisując czas Protektoratu Czech i Moraw, kiedy siedmioipółletni Eda Souček zmuszony jest z rodzicami wynieść się na wieś. Tam właśnie nabiera sensu tytuł filmu, gdy chcąc stać się pełnoprawnym członkiem lokalnej ”party” dzieciaków musi chodzić boso, wszak obuty może chodzić jedynie głupi Prażak. ”Parta” to prawdziwi bohaterowie tego czasu, ”walczący” z esesmanami, nie szczędząc przy tym sobie wysiłków w aranżowaniu wojennych przygód.

Symboliki nie sposób również odmówić samemu zaangażowaniu aktorów. I tu garść ciekawostek. Ondřej Vetchý schudł  dziewięć kilogramów i przestał ćwiczyć, co zważywszy sumiennie podtrzymywaną muskulaturę, musiało być wyrzeczeniem. Tereza Voříšková, czeska piękność, spełniła tym filmem marzenie z czasów nastoletnich, by zagrać u trójki reżyserów, których ceniła: Petra Zelenky, Jana Hřebejka, i właśnie Jana Svěraka. I na koniec fakt najsmutniejszy, Jan Tříska, niezapomniany Igor Hnízdo ze Szkoły podstawowej, zmarł wkrótce po premierze wskutek nieszczęśliwego wypadku, utopiwszy się w Wełtawie. Sam film był dla niego zaś tak silnym doznaniem, ze aż warto było nań czekać 25 lat, co wspomina w wywiadzie już po zejściu z planu.

Są w tym filmie jak zawsze u Svěraków, długie ujęcia-klisze na granicy kiczu, pociąg i ciągnąca się za nim para, łany zboża, młody Eda wałęsający się po bezdrożach, dziecięce bójki, czy matczyne piersi, na które patrzy się z ciekawością wyzbytą seksualnego podtekstu. Jest dosyć schematyczna potrzeba męskiego autorytetu, lęk przed czymś przedstawianym jako złe, co oswaja z czasem dziecięca ciekawość. Jest sielska wieś, gdzie oczy zabitego królika, służą za adresata poważnej rozmowy, a powracający za gołębicą gołąb ma symbolizować przywiązanie. Wszystko to z dużym zaangażowaniem przemyślane, w czym pomaga reżyserowi, zawsze obecny na podorędziu, niezastąpiony ojciec, niewyczerpane źródło trywialnych refleksji z dzieciństwa, niezliczonych wzruszeń, sytuacyjnych gagów etc.

Reżyser, Jan Svěrák i skądinąd było tak zawsze, nie pomylił się i tym razem przy obsadzeniu głównej roli dziecięcej, Aloisa Greca. Ten malec z odstającymi uszami i dziwnym podtrzymującym włosy pałąkiem w filmie, prawdziwe oczy epoki, trzyma film od początku do końca. Ma coś z małego Prażaka, muszącego odrobić lekcję wiejskich konwenansów, by wpisać się w łaski rówieśników, dla których Praga nie jest żadnym powodem do dumy. Raz po raz razem uprawiają pospolitą łobuzerkę, kradną, leją się, odsądzają od czci małych ”zdrajców”, degradując, by potem  znowu nadawać wojskowe dystynkcje. Te ich zmagania mają nam jednocześnie mocno unaocznić, że wojna może mieć oblicze paru bajtli biegających po wsi, którym być może oszczędzono najgorszych koszmarów czasu wojny, ale którzy nadal przeżywają swoje dzieciństwo w czasach o które dzisiaj byśmy się nie upominali. Stąd mamy czasem określane mianem kiczu, powtarzające się u Svěraków, wizualne,”frazy”. To po prostu kolejna twarz wojny, strumyk, który, gdy zapada w pamięć, po paru dekadach budzi się pod postacią porywistej rzeki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.