Słoma, Bohdan Sláma, Czechy , Klub Morsów, czy może jednak Oskar.

czeski nominat do oskara
1

Słoma, bo Bohdan Sláma, znakomity czeski reżyser. Czechy, bo czeski film, czy kinematografia mająca wyjątkowy rys realizmu i czarnego humoru. Klub Morsów, bo ostatni film Bohdana Slámy, bierze sobie za tło właśnie tych zimowych “szaleńców“. Oskar zaś, bo to ostatecznie, czy tego chcemy czy nie, najbardziej prestiżowa nagroda filmowa na świecie. Na koniec z kolei mała refleksja nad tym, czy te cztery oryginalne zmienne mogą się w społeczno-filmowej przestrzeni w ogóle spotkać.

Bohdan Sláma to reżyser szczególny, bezpretensjonalny twórca kina realizmu po swojemu, gdzie przestrzeń międzyludzkich relacji jest najistotniejsza. Oszczędny obserwator mikroświatów, które nigdy nie byłyby kanwą dla wielkiej produkcji, podglądający ludzi, ich biedę, skomplikowane życiorysy. Fabuła często ani drgnie, mikrowątki ślamazarnie się przenikają, środków artystycznych wagi ciężkiej brak. Nie brak za to kapitalnego aktorstwa, i do tego Bohdan Sláma ma zawsze nosa, i najczęściej socjalnego rysu filmu. Zawsze jest smutek, zawsze niespełnienie, błoto, liche piwo i mało telewizyjne pragnienia, które i tak się nie spełniają.

Czechy to tutaj czeski film, niezbyt poprawnie zrozumiany, mało efektowny, mający niski potencjał eksportowy. Tenże czeski film to też czeska nowa fala lat sześćdziesiątych, sporo przeciąganych dialogów, surowe aranżacje bądź ich brak, słowem kategoria dla zaawansowanych. Jest jeszcze parę seriali, skojarzeń jak Arabela, Pat a Mat, tudzież Rákosníček. W tle pomstuje jeszcze nieodżałowany Rudolf Hrušínský, Szwejk bo to oczywiste, choć niżej podpisany na zawsze będzie miał w pamięci Doktora Skružného z obrazu Vesničko má středisková i jego dysputy z Karlem Pávkiem (tu zmarły przed kilkoma dniami Marián Labuda) o fenomenie piwa zmrożonego dokładnie na siódmym stopniu przydomowej piwniczki, czy o szturmie masowej rezygnacji z biustonoszy, który to zwyczaj dociera już na wieś, ku uciesze dwóch dojrzałych panów. Cały czas operuje na poziomie polskiego i to dosyć statystycznego odbiorcy, jest to  jednak wciąż za mało jak na oskarowe aspiracje.

Klub Morsów. Z czym może się kojarzyć? Z bandą odszczepieńców? Być może z chęcią wzięcia się za  bary z życiem, drogą do sensu trwania? Tu konkretnie morsy to siarczysty mróz i surowy klimat rodzinnych relacji, entourage dla wektorów matka-synowie, brat z bratem, synowa z teściową. Nie ma słów,są gesty i cisza, potwornie mroźna cisza. Bo trudno w końcu o bardziej wymowną scenerię niż ta którą daje morsowanie.

Oskar, bo mimo że dla Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej najważniejsze są filmy zza oceanu, to nie przekreśla to tego, że raz warto pochylić się nad tym, jak kształtowała się czeska kinematografia w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny. I były tego łącznie trzy filmy: Sklep przy głównej ulicy org. Obchod na korze, Pociągi pod specjalnym nadzorem org Ostře sledované vlaky według prozy Hrabala i Kola org. Kolja Jana Svěráka. Ten pierwszy to jeden z tych obrazów jakie Hollywood lubi i szczodrze nagradza.  Stolarz, człek poczciwy i dobroduszny, oraz marionetkowe faszystowskie Państwo Słowackie, czy może inaczej próba ucieczki jednostki przed wyborem, czyhającym za rogiem, a w tle kwestia eksterminacji Żydów. Dalej Pociągi pod specjalnym nadzorem, symbol nowej fali, albo też pozornie absurdalne problemy erekcyjne młodego kolejarza w bliskiej relacji z drugą wojną światową. Tylko Czech operujący na prozie innego Czecha, Bohumila Hrabala, mógł tak skonstruować fabułę, i mimo że odniesień, metafor w tym filmie jest co niemiara, na koniec i tak werdykt Amerykanów mnie zastanawia. Był 1966 rok, małe europejskie państwo dopiero czekała pełna radzieckich czołgów noc z dwudziestego na dwudziestego pierwszego sierpnia, a amerykańskie oczy skierowały się właśnie tam. Wobec filmu i Jiřího Menzla rozkochanego w Hrabalu obiekcji brak, ale wybór amerykańskiej akademii to dla mnie mimo wszystko tajemnica. Bo ostatecznie gdzie muszki amerykańskiego celebryckiego świata Amerykańskiej Akademii Filmowej, a gdzie Hrabal, mistrz rubaszności, obsceny i motorów marki Orion. I tu mała dygresja, Egon Bondy, “filozof fekalista“ sugerujący, że Hrabal by nie skoczył z tego nieszczęsnego okna, gdyby tylko mu pod nos w szpitalu podstawić piersiastą pielęgniarkę, zmieniającą kroplówkę przy użyciu dekoltu i kształtnego zadka. Czy doprawdy jest między tymi dwoma ciałami obcymi, tym zza oceanu i tym rodem z Kladna, coś wspólnego ?

 I zostaje jeszcze Kolja, siła uroku,ponadczasowa historia wyciskająca krokodyle łzy i będąca w stanie przełamać najgłębsze mury koneksji, kuluarowych sznurków i szeregu powodów, o których, dlaczego decydują o przyznawaniu jakichkolwiek statuetek, nie chcemy wiedzieć. Jednocześnie siła tkwiąca w prostoduszności, nierdzewiejący trabant, podejrzliwa i rusofobiczna matka głównego bohatera, podstarzałego nimfomana i muzyka Františka Louky, czy utyskujący nad krótkością czeskiej aksamitnej rewolucji jego przyjaciel, tak  w filmie jak i w życiu, a jednoczenie kompan walk wręcz z upływającym czasem w Teatrze Járy Cimrmana, Ladislav Smoljak. Raz na jakiś czas każde jury i każdy juror musi takiemu filmowi jak Kolja dać nagrodę. To już jednak ponad dwadzieścia lat temu.

Patrząc więc w liczbach mamy trzy filmy czeskie z Oskarem w ogóle, a za ostatnich ponad dwadzieścia lat, poza rzeczonym Oskarem Kolji, i spośród kandydatów wysyłanych przez ČFTA (Česká filmová a televizní akademie), mieliśmy tylko dwie nominacje, Želary i Musimy sobie pomagać, i każda była tematycznie bliższa innym wyborom Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Wróćmy więc do samego kandydata, filmu Kobieta z lodu. Bohdan Sláma operuje w scenariuszu i filmie, a dodać trzeba, że zawsze scenariusze pisze sobie sam, bardzo oszczędnie, wydłuża, wymaga przeniknięcia codzienności, zwykłego dnia zwykłych ludzi. Jednocześnie to co ten konkretnie film wyróżnia na tle ”innych Slamových” filmów, gdyby to powierzchownie porównać, to brak pewnego ekscentryzmu, jak w Czterech Słońcach (Čtyři slunce), czy nośności, jak w Moim Nauczycielu (Venkovský učitel).Ten ostatni, gdyby go wysłać do Los Angeles dwadzieścia lat wcześniej to kto wie.

Co zatem jest w tym filmie? Jest wdowa Hana (w tej roli kapitalna Zuzana Kronerová), w wyobrażeniach synów opoka ofiarnego macierzyństwa i jednocześnie organizator coniedzielnych katastrof rodzinnych, które ktoś ze szczególnej pobłażliwości nazwał obiadami. Są egoistyczni synowie (nieodbiegający aktorstwem Václav Neužil i Marek Daniel), synowe, krzywdzony w szkole wnuk. Ponad wszystkim jest też pragnienie bogactwa w sporze ze spełnionym bogactwem według najlepszych nuworyszowskich wzorców. Są zazdrości, poszukiwania pretekstów do rodzinnych waśni i klątwa spadająca znienacka na to toksyczne status quo, Broňa, starszy wiekiem mors, który wtargnął do ich świata. Rozbija mit matki-wdowy, oddaje jej seksualność i życie, przynosi kurę Adelę i trochę nowych zwyczajów. Szczęśliwe zakończenie jednak nie nastanie, ktoś jeszcze będzie musiał stanąć w prawdzie, ktoś się rozwiedzie. Nie przyjdzie żadna, choćby częściowa rekonstrukcja wadliwego świata, a jedynie powywracane zostaną niektóre jego elementy. Zdecydowanie za mało dla Jankesów, wystarczająco dużo dla kinomana lubiącego filmy takiego, nawet na tle czeskiego kina, ”amisza” jakim jest Bohdan Sláma.

Film został zwyciezcą Czeskich Lwów, był też grany w ubiegłym roku podczas Kina na granicy, będzie i w tym

Comments

  1. Kinoman

    Po przeczytaniu recenzji najbardziej zainteresował mnie film „Kolja”, co ciekawe znalazłem w internecie trailer anglojęzyczny. Ponieważ nie znam czeskiego, poszukałem na allegro i rzeczywiście jest – już do kupienia od 15 zł z polskim dubbingiem. Myślę, ze będzie to pozycja którą warto mieć w biblioteczce filmowej, jako film do którego się wraca (Opinia na podstawie powyższej recenzji oraz traileru). A swoją drogą patrząc na fizys czyżby Zdeněk Svěrák to był czeski Sean Connery? 🙂

    1. Post
      Author
      Pažout

      Hehe…chyba z tym Connerym to miałbym inny typ, podzielany przez innych…..Jiří Bartoška….starzeje się jak wino, a dostojność nabywana z wiekiem pozwoliła mu w Anděl Páně zagrać samego Pana Boga 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *