Arystokratka na koniu czyli miało być C4 a wyszedł kapiszon wystrzelony z procy

Evžen Boček
1

Zastanawia mnie jak cholera, jak to w zasadzie było z tą Arystokratką na koniu. Evžen Boček napisał całość, szukał wydawcy, a gdy ten szczęśliwie się pojawił, szybko zaordynował podział treści na trzy pozycje książkowe i układ pozwalający na wrzucenie realnych rozmiarów aligatora między każdy wers. I nawet mnie to nie dziwi, bo mamona jest tą cechą charakteru, która raczej ludzi do siebie zbliża niż oddala. Choć w zależności, jak by to ugryźć,w zasadzie jedno i drugie.

Zamek na Kostce ten sam, egzotyczna rodzinka z małą dostawką w postaci ciotki Nory również, i ostatecznie nie powinno to przeszkadzać, bo kto czytał dwie poprzednie części i się spodobało, ten i tu wielkich rewolucji nie zastanie. Cały czas Arystokratka na koniu gęsto strzela do nas tym samym osobliwym wolupikiem świra opisującego miejsce w którym świat stoi świrami. Dalej rządzą orzechówka, prozac, kamerdyner leniwy bardziej niż Donald Tusk, i wszechogarniająca obsesja postawienia Kostki na nogi, gdy wokół głupie muflony. Coś jednak zgrzyta i do wykrycia tych paru fałszywych nut melomana nie będziemy potrzebowali. Owszem w tle Schwarzenberg i jego striptizerka, Deniska i jej doświadczenia graniczne, tudzież ciocia Nora, w zamyśle właściciela Kostki mająca zachrzaniać z tarotem jak fabryka Toyoty, a stan osobowy armii czeskiej pozwala jedynie na odegranie oper Verdiego. Ale gdyby tak zliczyć zagęszczenie tego, co autentycznie śmieszne, dorzucić dosyć mdłe wynurzenia epistograficzne młodej sukcesorki rodu, czy dwa obślinione dogi, to całościowo tam się to jednak trochę chwieje w posadach.

Wiecie jak to jest. Niby nadal chodzą na spacery, róża którą ją obdarował jest wciąż czerwona, nikt jednak rumieńcem się nie zalał, tętno nie podskoczyło, pach przed randką nikt nie wąchał sobie po cztery razy. Ot miło i tyle. I tu chyba autorowi właśnie tak poszło. Cały czas Evžen Boček jest w grze, plamy nie daje, człowiek się zaśmieje, przeszkoczy ze strony na stronę, nawet może się zupełnie dobrze bawi, ale już trochę spogląda na biblioteczkę w poszukiwaniu czegoś nowego. Zwyczajnie formuła się zużyła, i gdyby może jeszcze trzy części wypełniły jedno grubsze tomisko, suma z całości wypadłaby lepiej, a tak, gdy każda kolejna rodziła nowe nadzieje, spaliło to na panewce. No ale w końcu lepiej zarobił, więc może to i dobrze, ile można ”kasztelanować” na zamku. A wynik ogólny to przeciętnie przez przeciętnie i bezwzględnie nie polecam, bo szkoda grosza.

Zachęcam też do recenzji pierwszej części sagi, czyli Ostatniej Arystokratki, wspaniałego Oty Pavla i Pucharu od Pana Boga, czy paru refleksji nad rozpadem Czechosłowacji okiem Słowaka.

Może Was też zainteresować historia Monstrum, czyli czeskiego pomnika Stalina który miał przyćmić wszystko wcześniej i później. Zawsze też pozostaje przepis na stare dobre czeskie buchty.

Photo © czechypopolsku.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.